#nikogo

"LipPol, Lipynsky Inc., Josephine Foundation"

No więc Sida Olesiak jest w ogóle powodem dla którego sięgnęłam po tę antologię. Pamiętałam z alpacznego "Całego człowieka", (który jest w ogóle dość wybitnym zbiorem) jej opowiadanie, i widząc znajome nazwisko stwierdziłam, że jestem ciekawa jak autorka się rozwija.

No i rozwija się bardzo dobrze.

"Rodzinny interes" jest opowiadaniem dosyć karkołomnym, bo nieposiadającym bohatera; to sprint przez losy rodziny, która na przestrzeni wieków usiłuje zapobiec katastrofie klimatycznej, przewidzianej przez pra=pra-pra-prababcię Józefinę. Z początku bardzo łatwo tej rodzinie kibicować, zwłaszcza że to gromadka chłopskich dzieci, bardzo przejętych misją. Z biegiem pokoleń i awansów społecznych różne rzeczy zaczynają zgrzytać, misja się wypacza, cel zaczyna uświęcać środki, przepowiednię prababci wykręca się na wszystkie strony, byleby tylko służyła interesom rodu, i w ten sposób Lipkowie stają się jednym z głównych motorów, a nie hamulców, katastrofy.

Czyta się to fajnie, tekst płynie1, i bardzo sprytnie manipuluje naszą uwagą i emocjami, najpierw skupiając ją na tych dzieciach, babci, relacjach rodzinnych i życiu na wsi 2 i dopiero potem przyspieszając by wziąć nas w podróż przez pokolenia. I choć szybko orientujemy się jakim torem się to wszystko potoczy, trudno się wyzbyć nabranej na początku empatii - i sympatii do bohaterów z przejęciem przekazujących sobie przepowiednię, dbających o więzi rodzinne i walczących o awans społeczny. I pod koniec, kiedy są już CEO wielkich firm i dyskutują nad tym jak uciszyć ekologów, można poczuć szczery żal nad tym jak ta historia się potoczyła, nad tym jak wydają się zawsze toczyć historie o wielkiej skali.

Podoba mi się temat tego opowiadania, podoba mi się jego wielowymiarowość - jest to chyba pierwszy tekst w tej antologii, który do problemu katastrofy klimatycznej podchodzi w sposób nieco bardziej zniuansowany. Do tej pory mieliśmy dwa teksty pragmatyczno-technologiczne, jeden o depresji klimatycznej, ten wydaje się być o mechanizmach społecznych i podchodzi do tematu uczciwie - nie wybielając, ale też nie malując bohaterów jako ludzi którzy są źli bo kochają zło.

Leży tu dużo rzeczy: władza i pieniądze jako czynniki korodujące człowieczeństwo, ambicja i determinacja, poczucie misji, przekaz tradycji, dobre chęci, szczerość intencji, bycie po prostu człowiekiem. Fakt, że nie ma bohatera sprawia, że nie możemy popatrzeć na tę historię i powiedzieć że o, tu, tu trzeba było zrobić inaczej i wszystko byłoby dobrze. Lipkowie stworzyli sobie własny system, własną kulturę, stali się instytucją, i choć każde z nich w każdym momencie miało wybór, to w gruncie rzeczy instytucja napędzała się poniekąd sama. A że u jej podstaw leżało zdobywanie większej wiedzy i większej potęgi - by zapobiec katastrofie - to działała by mieć więcej wiedzy i więcej potęgi. Do zapobiegania właściwego nigdy nie doszło.

I o ile w poprzednich tekstach byłam w stanie dość łatwo namierzyć co autorki mają do powiedzenia o katastrofie, o tyle tutaj ten przekaz się rozkosznie wymyka, każe ciągle pytać czy na pewno. Czy jest o tym że i tak nie dało się niczemu zapobiec? No nie do końca. Ale czy jest o tym, że mogliśmy coś zrobić inaczej, że gdybyśmy wiedzieli o klimacie robiąc rewolucję przemysłową to działalibyśmy rozsądniej i mniej chciwie? Też nie do końca.

Może jest o skąpstwie informacyjnym, o sekretach, o mentalności my kontra oni, o tym, że póki się jej trzymamy, dobro grupy w końcu raczej będzie na pierwszym miejscu. Spojrzenie na grupę może się zmieniać, kontekst może się zmieniać, mogą się zmieniać wartości, ale grupa poniekąd pozostanie tym samym.

Leży tu więcej, ale coś nie mogę tego złapać w słowa. Tak czy inaczej bardzo ciekawy tekst, nie wiem czy nie najciekawszy do tej pory.

Inny tekst Sidy Olesiak możecie przeczytać w antologii Cały człowiek, a co o nim pisałam możecie sprawdzić tu. W ogóle przeniosłam przy okazji pisania tego posta wszystkie moje notki o Całym człowieku na tego bloga, więc można obczaić.

  1. Choć redakcja mogłaby się tu i ówdzie pochylić nad językiem...

  2. Przyznam, że był moment, że westchnęłam ciężko, bo po czytaniu i pisaniu o Niepospolitej i po zeszłorocznej antologii schulzowskiej mam już lekki przesyt tematyką wiejską, indywidualne opowiadania są spoko, ale przyswoiłam je w ciągu ostatnich lat w pewnej masie; na szczęście "Rodzinny interes" szybko ze wsi wychodzi.

#fikcja klimatyczna w polsce #o opowiadaniach #sida olesiak