#nikogo

"wodne zastaw się a postaw się"

Czas na drugi tekst z "Fikcji klimatycznej w Polsce" i piszę "tekst" nie dlatego że to synonim dla opowiadania, a dlatego, że w wypadku "Tradycyjnych ról społecznych" Ewy Marczyńskiej-Goldstein trudno w ogóle mówić o opowiadaniu, jest to raczej scenka rodzajowa. Fajnie się to czyta, ale to sprawnie przeprowadzona ekspozycja, świetnie sprawdziłaby się jako fragment jakiejś historii, sama historią nie jest - ot, jedna babcia-rusałka przyjmuje inne babcie-rusałki u siebie w domu. Jak to się często zdarza babciom w opowiadaniach fantastycznych, panie się nieszczególnie lubią i głównie zajmują rywalizacją, w tym przypadku o to, kto ma lepszą rodzinę i dlaczego. Nikt niczego nie chce, nikt niczego nie osiąga, nic się w świecie przedstawionym nie zmienia.

Nasza główna bohaterka, Stella, jest babcią-rusałką progresywną. Pozwala swoim córkom studiować co chcą i robić w życiu co im się podoba, nawet jeśli nie pasuje to do tradycyjnych poglądów rusałkowego społeczeństwa. Jej ród idzie z duchem czasu, przystosowuje się, jedna wnuczka studiuje elektronikę i mechatronikę, druga chłodnictwo i klimatyzację, Inne rody się nie przystosowują i tylko narzekają, że beczki na deszczówkę odbierają wodę naturze, ale w sumie zazdroszczą Stelli, że tak dobrze jej się żyje. Stella uprawia, jak to pięknie ujmuje tekst, "wodne zastaw się a postaw się" i trochę napawa się własną wyższością..

No i w sumie tyle.

Jak mówię, jest to fajnie napisane. Świat też jest ciekawy, miks mitycznych stworzeń i współczesnych problemów to wdzięczny temat i jest tu wdzięcznie poprowadzony. Tekst chwali postęp i chodzenie z duchem czasu i choć Stella jest wredna, skąpa i trochę sadystyczna wobec przyjaciółek, lubimy ją, bo opowiadanie ją lubi.

Pierwsze dwa opowiadania w tej antologii zdają się chwalić podejście że jest jak jest, nie ma co załamywać rąk ani bić się z wiatrakami, trzeba zakasać rękawy, pójść na AGH, nauczyć się obsługiwać elektrownie i wziąć się do roboty. Na styku technnologii i społeczeństwa utworzy się nowy ład i będziemy w nim żyć. Nazwałabym to pragmatyczno-moralizującym podejściem do katastrofy; jak komuś się świat nie podoba, no to trudno, niech dyskutuje ze światem, zobaczymy jak to wyjdzie. Nie ma miejsca na sentymenty.

Nie wiem co myśleć o takim podejściu do problemu. Wydaje się mocno dydaktyczne, co niezbyt do mnie przemawia, ale z drugiej strony nie można odmówić uwodzicielskiego uroku - zwłaszcza "Tradycyjnych ról społecznych", które, będąc pojedynczą sceną bez fabuły, były raczej łatwe w wykonaniu, są więc wykonane dobrze, z błyskotliwym, lekkim językiem i humorem. Wszystko jest zażywne, pragmatyczne i proste.

Im więcej jednak myślę o tym tekście, tym bardziej się od niego oddalam emocjonalnie (zupełnie odwrotnie niż to było z Babą Jagą). Oczywiście urban fantasy rządzi się swoimi prawami, i te prawa zakładają, że bierzemy mityczne stworzenia i wpisujemy w całkowicie niemityczną rzeczywistość, ale rusałki coś symbolizują i czymś w kulturze są; dzikim, nieznanym, czasem nieprzystosowanym, związanym z naturą. Pytanie czy można być rusałką bez dostępu do strumieni i przy wyschniętej Warcie nie jest takie proste, jak tekst każe nam sądzić.

Nic dziwnego w zasadzie, że w "Tradycyjnych rolach społecznych" nie ma fabuły. Żeby mieć fabułę, tekst musiałby być zainteresowany sprawdzeniem swojej tezy o tym, że "trzeba w końcu wyjść z lasu", że wystarczy się dostosować i będzie spoko, będzie lód i oszronione szklaneczki i popisywanie się bogactwem przed zacofanymi sąsiadeczkami. Ale "Tradycyjne role społeczne" nie chcą niczego sprawdzać, chcą tylko powiedzieć, że mają rację, więc są jedną sceną, w której wredna ale charyzmatyczna baba macha swoim bogactwem przed nosem innych wrednych bab, które akurat są od niej uboższe, bo dokonały innych wyborów.

I pewnie że można na pozostałe rusałki patrzeć jak na zatwardziałe konserwatystki, że można to sobie przeczytać lewacko. Ale brakuje mi jakiejkolwiek próby zrozumienia bohaterek, jakiegokolwiek konfliktu. Rozwiązanie jest proste i jest nim AGH, nadążajcie, o co wam chodzi, nie ma żadnego sensu patrzeć na to, co tracimy.

Jak mówię, jest to sprawnie napisana scena. Ale nie ma historii, nie ma problemu, ma tylko bardzo prostą tezę - a szkoda.

#Ewa Marczyńska-Goldstein #biały kruk #fikcja klimatyczna w polsce #o opowiadaniach