O antologiach tematycznych
Przeczytałam wczoraj kolejne opowiadanie z Fikcji klimatycznej w Polsce, "Wolne blokowiska" Małgorzaty Lewandowskiej. I czytałam i widziałam że to jest fajne opowiadanie i że warto je omówić, ale jednocześnie był to piąty z rzędu tekst który opowiadał mi o tym co się wydarzyło w ciągu kilkudziesięciu poprzedzających go lat w klimacie i miałam takie jeeeeeeezuuuuuuu ile można. I jeszcze dziesięć takich. Czterysta czterdzieści stron. Na końcu mikropowieść. Czemu ja se to robię.
I to nie wina opowiadania - które jest dobre! Ma ciekawą konstrukcję! Jest bardzo dobrze napisane! To po prostu to, że antologia tematyczna to jest, dochodzę do wniosku, rzecz nie taka łatwa do zrobienia. Za szeroki temat sprawi, że zbiór będzie bez tożsamości, za wąski doprowadzi do zmęczenia materiału. "Apokryfy i herezje" prawie wpadły w tę pułapkę, wspominałam o tym w notkach, ale udało jej się - o włos - uniknąć. Dużo rzeczy się na to złożyło, myślę, że objętość tomu (podejrzewam bardzo ostrą selekcję tekstów), wewnętrzne zróżnicowanie i odbicie w postaci REWELACYJNEGO ostatniego tekstu (Piotrze Niewiadomski gdzie jesteś, czy piszesz, wróć!) były głównymi czynnikami. Na koniec wyszedł zbiór, który może nieco mnie parę razy zniecierpliwił, ale który wdzięcznie się analizowało.
O antologiach które mają wąski temat pisze się w ogóle świetnie - o wiele łatwiej mi było zgrabnie podsumować Apokryfy... niż Rzecz Niepospolitą, o której napisałam później bardzo długi tekst do Dziennika Literackiego - ale często trudniej je czytać. Próbuję sformułować jakąś zasadę na podstawie dostępnych mi danych, to znaczy antologii które przeczytałam, i najbardziej zróżnicowane były chyba te, które narzucały bardziej bohatera niż, hehe, klimat1. "Słowo queer znaczy dziwny" i "Cały człowiek" miały wszystko, nie miałam szans spodziewać się o czym będzie następny tekst, w jakim będzie świecie, jakie emocje wzbudzi. Rzecz Niepospolita była dość zróżnicowana, ale tam już miewałam lekki przesyt wsią, sierpniami i listopadami. Apokryfy i herezje, jak mówię, tylko otarły się o nudę, ale Fikcja klimatyczna w Polsce niestety na etapie piątego opowiadania daje już mocne poczucie rutyny.2
Nie mam tu żadnych gotowych odpowiedzi ani recept, nie jestem redaktorką - choć w ogóle to jestem zdania, że redakcja w fanowskich antologiach mogłaby być trochę bardziej stanowcza, nawet jeśli są fanowskie i robione po godzinach. Natomiast po tych paru latach z uprawianiem krytyki antologii opowiadań fantastycznych zaczynam widzieć pewien trend i chciałam o nim napisać parę słów.
No i pewnie mogłabym tu zakończyć moją przygodę z Fikcją klimatyczną w Polsce, ale trochę jestem upartą babą, trochę jest parę rzeczy których jestem ciekawa, trochę chcę w końcu skończyć jakąś niealpaczną antologię, trochę już myślę sobie jak o osobie która do krytyki podchodzi poważnie i uczciwie, no i te notki zawsze powstawały trochę z myślą o tym, że autorzy zasługują na to, żeby ktoś napisał kilka akapitów o ich tekście. Więc tej przygody nie skończę.
Potrzebuję jednak jakoś zaradzić monotonii która się w te opowiadania - bez winy autorów - wkrada, więc raczej pójdę w jedno opko na tydzień. Nie wiem jak pójdzie - zazwyczaj zanurzam się w antologię, w dziesięć dni piszę dziesięć notek o dziesięciu opowiadaniach, z których każde przeczytałam dwa razy, wynurzam się zakrwawiona i znikam na pół roku póki nie wyjdzie następny ciekawy zbiór - ale mam nadzieję że pójdzie dobrze. Więc o "Wolnych blokowiskach" napiszę w bliżej nieokreślonej drugiej połowie przyszłego tygodnia. Prawdopodobnie.
bo to notka w ramach cyklu o antologii klimatycznej, rozumiecie.↩
pewnie powinnam przenieść tu notki o "Apokryfach..." ze starego bloga, ale jest 22:22, nie mam siły, kiedyś się pojawią i będzie można sprawdzić kontekst, albo możecie zajrzeć na dreamwidth, nawet wam podlinkuję odpowiedniego taga↩