#nikogo

Cały człowiek: Asia R., Klechda o gadających smokach

Strasznie fajny potencjał miało to opowiadanie i punkt wyjścia kupił mnie bardzo szybko. Po pierwsze, bohaterka podpala rzeczy, a pirokineza to moc do której zawsze miałam słabość, dawałam ją postaciom do erpezkow zawsze kiedy się dało (w opowiadaniu okazuje się że to bardziej manipulacja pogodą niż pirokineza, ale pierwsze wrażenie zostało zrobione; zresztą umówmy się, Storm zawsze była bardzo cool).

Po drugie, bohaterka nie panuje nad swoją mocą a ten trop to ĆPIĘ JAK GŁUPIA ZAWSZE. Po trzecie, bohaterka nie mówi, ani nie słyszy, a wszystkie posługujące się magią osoby w jej otoczeniu uważają że magia to mowa i to jest bardzo interesujący rozdźwięk, fajnie też wbijający szpilkę w to jak sobie magię w fantasy wyobrażam. Jako autorka książki w której magię się śpiewa byłam zaintrygowana.

Więc jak mówię, założenia naprawdę super, setting - alternatywna Małopolska (Galicja?) fantasy w czymś przypominającym dziewiętnasty wiek - bardzo spoko, nie na tyle interesujący żebym chciała o nim koniecznie wiedzieć więcej (jak to było w wypadku świata Antoniego Modrzewia), ale sympatyczny i nie przeszkadzający w niczym, a jak wiemy, setting potrafi czasem przeszkadzać.

Problem w tym, że narracja się trochę o siebie potyka. Czytając i próbując ubrać w słowa co mi nie leży miałam skojarzenie z galaretką którą ktoś dźgnął palcem i która teraz chybocze się, próbując wrócić do sensownego kształtu.

Wydarzenia są prawie chronologiczne; nie pomieszane na tyle, żeby to była jakaś zagadka albo żebym pomyślała że to świadomy zabieg, ale zdecydowanie na tyle żebym musiała co jakiś czas wracać do poprzednich akapitów i upewniać się czy czegoś nie przeskoczyłam przerzucając strony pdfa.

Problem bohaterek jest zarysowany umiejętnie i intrygująco, a potem jest rysowany dalej i dalej i głębiej i w sumie nic się z nim za bardzo nie dzieje; nie jest tak, że nie wiemy dokąd albo czy w ogóle gdzieś zmierzamy; czujemy że owszem. Ale to zmierzanie jest jakoś dziwnie wymierzone, jakby ta historia nie do końca wiedziała o czym jest.

A następnie problem się, bez jakiejkolwiek ingerencji bohaterek, rozwiązuje, i to rozwiązanie już nie jest opowiadaniem, jest streszczeniem wypadków. Nie bardzo da się wyróżnić sceny albo dialogi, jest relacja z dalszych losów bohaterki, speedrun szczęśliwego zakończenia.

I pewnie, można opowiedzieć historię o tym, że czasem pomoc przychodzi z zewnątrz, że czasem się mocujesz z losem i mocujesz ale nie ugrasz za wiele póki świat nie wejdzie z pomocą ze strony której się nie spodziewałaś. I może to miała być taka historia, ale wykonanie zdecydowanie nie zagrało.

Mimo wszystko pomysł Asi R. na pewno zostanie ze mną na dłużej niema magia zrobiła jakąś zadrę, i jest bardzo interesująca, choćby z tego względu warto jednak "Klechdę..." przeczytać. Co można uczynić w antologii dostępnej tu.

#alpaka #asia r #cały człowiek #o opowiadaniach